Klapki na oczach


Niewątpliwie istotne jest prawo kreacji mówiące: "postępuj tak, żeby twoja wolna wola zgodna była z wolną wolą innych ludzi oraz z Najwyższym Dobrem" i równie pewne jest, że zna je, a przynajmniej powinna znać, każda z osób rozwijających się duchowo. A jednak niektórzy z niewiarygodną wręcz konsekwencją omijają je, myśląc w swoim zaślepieniu, że skoro czegoś lub kogoś mocno pragną, to musi to być zgodne z Najwyższym Dobrem.

Idealnym, niestety, przykładem tego typu ograniczenia rozwoju, jest mój znajomy. Zdaje się, że chwilowo (a chwila ta trwa już dość długo) nie marzy on o niczym innym, jak tylko o tworzeniu wyidealizowanego związku ze swoją byłą dziewczyną. Na dodatek, dąży do niego wszelkimi siłami, choć wie dobrze, że ona go nie kocha i że ma odmienne poglądy na związek partnerski. Po prostu to do niego nie dociera.
"Przecież Bóg nie postawiłby na jego drodze tej osoby, gdyby miała być ona niewłaściwą osobą !"
I owszem, zapewne była właściwą osobą, ale właściwą na tamten czas, na tamten poziom rozwoju duchowego ich obojga i wreszcie na tamtą ich samoświadomość.
Ale facet ogłuchł i oślepł na wszelkie podpowiedzi i inspiracje Wyższego Ja w tym temacie. Nie dostrzega ich nawet, gdy pojawiają mu się przed samym nosem.
Ale co ciekawe, wykorzystuje wszystkie napotkane znaki do potwierdzenia, że jego droga jest jedyną słuszną drogą i że to on wie lepiej.

Nie jest jedynym, który rozumuje w ten sposób, naginając zasady kreacji tak, by wyszło na jego. Tylko jaka jest faktycznie efektywność takiego działania? I co tak naprawdę wychodzi?
Warto więc zastanowić się poważnie nad swoimi oczekiwaniami i... nie prawa kreacji dostosowywać do swoich celów, ale realizować cele zgodnie z tymi prawami.

Inną strategią, notorycznie stosowaną przez zadziwiającą większość, jest tzw. strategia uników.
Niektórzy (najczęściej podświadomie) wydzielają sobie w życiu pewne obszary, których nie obejmuje „ich” rozwój duchowy.
Nie jest to zdroworozsądkowe podejście, bo jak wiadomo, trudno ruszyć podstawę piramidy tak, by nie drgnęła reszta. Podobnie jest w życiu. Różne jego sfery zazębiają się ze sobą i w momencie, gdy zaczynamy pracę z jakimś konkretnym problemem, może okazać się, że najpierw należy rozpracować coś całkiem innego, czego być może świadomie nawet nie podejrzewaliśmy.

Tu przytoczę ciekawy przykład mojego dobrego znajomego.
Otóż postanowił on wziąć się porządnie do pracy ze swoją prosperującą świadomością. Jak postanowił, tak też zaczął... z tym, że wyniki jego naprawdę długiej pracy były krótko mówiąc - żadne. Dopiero jedna z sesji regresingu wyjaśniła co nieco sytuację. Po prostu zajmując się tematem pieniędzy zignorował, pomimo przeczuć, postawę swojej żony, która sama zarabiając dużo i chciała, i nie chciała zarabiającego męża. W ten sposób udaremniała mu skutecznie wszelkie próby niezależności finansowej. Jak widać, na nic zdało mu się uciekanie od problemu i udawanie, że jest ok. W końcu zmierzył się ze źródłem swoich niepowodzeń i podjął wysiłek, by zmienić sytuację na zadowalającą i jego, i jego partnerkę.

Chcąc zmienić coś, niejednokrotnie stajemy wobec problemów, których siły oddziaływania na inne aspekty życia nie docenialiśmy. I tu strategia uników niech będzie ostatnią, jaką weźmiemy pod uwagę.

Jeszcze ciekawszym i bynajmniej nie odosobnionym, przypadkiem jest znana mi dobrze dziewczyna, która wierząc w reinkarnację równocześnie neguje wpływ przeszłych wcieleń na jej obecne życie. Jest ona święcie przekonana, że wszelkie problemy z powodzeniem rozwiązuje właśnie tu i teraz bez zbędnego wg niej odwoływania się do przeszłości, która, jak sama nazwa wskazuje, jest już poza nią.
To przekonanie, iż korzenie różnych zachowań, problemów, wzorców tkwią w teraźniejszości, daje złudne poczucie kontroli nad własnym życiem. A złudne, ponieważ z takim podejściem wiele problemów zostaje rozgrzebanych i...nic , dopóki nie pozna się ich przyczyn i nie uzna się, że "my" to również przeszłość.

Podsumowując, rozwój duchowy to nie zabawa, choć może być miły i przyjemny. Wybierając rozwój miejmy świadomość, że tu nie wystarczy ślizgać się po powierzchni - albo idźmy na całość, albo zrezygnujmy od razu. W duchowości nic nie robi się na pół gwizdka i na pewno nie ucieka się przed samym sobą, choćby tak było pozornie lepiej. Nie nakłada się klapek na oczy, by nie dostrzegać prawdy, bo to wygodne tylko na krótką metę. I nie unika się problemów, bo tu się je rozwiązuje. Tym właśnie jest rozwój, w pełnym znaczeniu tego słowa.
Dlatego wszystkim rozwijającym się życzę szczerości, odwagi i... rozwagi przy kreacji i podejmowaniu innych wyzwań na duchowej ścieżce.




Design downloaded from free website templates.